…i po Markusie z Adzikiem pozostał jedynie niedosyt
Bileteria padła. Z braku czasu postanowiłem spróbować kupić bilety przed koncertem. Okazało się, że nie ma z nimi w ogóle problemu. Zaopatrzeni w ulgowe miejsca na balkonie w cenie 15zł udaliśmy się na górę w celu zajęcia miejsc. Tutaj bardzo miłe zaskoczenie, zostaliśmy poproszeni (wraz z pozostałymi słuchaczami) o zajęcie miejsc na dole, pod sceną, coby muzycy nie grali przy pustej sali. Miejsce w 6. rzędzie za 15zł?
Niesamowite.
Koncert
Zaczęło się fioletowo. Sendecki za pomocą elektroniki sprawił, że sala zaczęła powoli drżeć w posadach. Kosmiczne wprowadzenie przeniosło wszystkich w inny wymiar. Zagrali. Zaczęło się daleko od Chopina, poszły dwa piękne tematy, jeden bodajże „Dziewczyna Moja” Sendeckiego, a drugi o nazwie, której nie pamiętam — Markusa. Szczególnie ten drugi przeszył mnie na wskroś. Proste, długie, pełne frazy. Zagrane czystym, pełnym uczucia dźwiękiem.
Odpłynąłem.
Później był Valse Brillante, było też Scherzo op. 20 (na motywach Lulajże Jezuniu). Było wiele innych, których nie wyłowiłem. To, co rzucało się w uszy to współpraca muzyków. Tutaj nie było indywidualnych popisów. Raczej wspólne szkicowanie pejzaży. Dźwięki cały czas przenikały, a muzycy czuli się wzajemnie.
Markus
Podobały mi się poszukiwania. Markus co chwila zmieniał instrumenty (nie jestem w stanie powiedzieć czy to były Cornety, Flugelhorny, trąbki pocket czy jeszcze inne ustrojstwa). Co chwila też dokładał efekty, bawił się delayem. A jak operował mikrofonem?! Niektóre partie grał w odległości 5 cm od niego, cichym, ciepłym dźwiękiem. Przy innych z kolei pozwalał sobie uderzyć pełnym zadęciem i wtedy od mikrofonu dzielił go ponad metr. Poniżej można posłuchać Markusa na youtube.com:
Adzik
Sendecki z kolei wykorzystywał możliwości fortepianu w pełni. Dawno nie słyszałem takiej różnorodności technik, takich zmian dynamiki i takiego myślenia. Adzik jest genialnym pianistą. Tym bardziej szkoda, że jest tak mało znany w kraju, z którego wyemigrował dzieścia lat temu. Mało kto wie, że został ogłoszony jednym z pięciu najlepszych pianistów na świecie („New York Village Voice”). Również proponuję przesłuchać:
Koncert powodował ciągły niedosyt. Chciało się więcej i mocniej. Duet jednak cały czas powstrzymywał się. Budował niepokojące wręcz napięcie, a później… nie rozładowywał go! Wycofywał się i zaczynał od nowa.
Luźna refleksja
Dziwią mnie dwie rzeczy. Pierwsza to frekwencja. To była, do diaska, czołówka światowego jazzu, a Palladium nie było zapełnione nawet do połowy. Z drugiej strony, ci co przyszli nie wydawali się bawić zbyt dobrze. Brawa były raczej anemiczne. A bisu domagałem się tylko ja z Robertem (pozdr).
O co chodzi? Przegapiłem coś może?
Najnowsze komentarze