Kawa muzycznie
Na myszy zawsze łasy kot,
popijać kawę lubią panny.
Nie może bez niej mama żyć
i babcia ją lubiła pić,
dlaczego więc obwiniać panny?

Filiżanka z Sonatą Vivaldiego (Foto: KZ)
Czyje to słowa?
Kawa, jak większość narkotyków, od początku kontaktu z ludzkością była szczególnie bliska artystom. Pijał ją Balzac. Pijał ją Wolter. Współcześnie z kubkami ze Starbucks fotografowane są Lindsay Lohan i Britney Spears (nie spierajmy się o definicję „artysty” czy „sztuki”). Z zamiłowania do kawy miał również słynąć Jan Sebastian, którego partity skrzypcowe uwielbiam (polecam d-moll szczególnie, bodajże BMV 1004, z mistrzowskim Chaconne na deser).
coffee…
Bach do tego stopnia był urzeczony naparem z naszych ulubionych ziarenek, że napisał na ten temat kantatę. Dzieło, nazywane kantatą „O Kawie” ma tytuł Schweigt stille, plaudert nicht (Hej spokój ciszcie się, BMV 211) i to właśnie z libretta do niego pochodzi cytat na górze.
Kantor z Lipska miał też użyć takich słów:
Bez mojej porannej kawy byłbym jedynie wysuszonym kawałkiem pieczonego kozła.
Próbowaliście pieczonego kozła? Trafił Wam się wysuszony kawałek? Myślę, że podobnie jak ja, nie macie zielonego pojęcia jak to jest być wysuszonym kawałkiem pieczonego kozła. Pozostaje nam się zatem tylko domyślać, że taki kawałek nie zostawiłby po sobie tylu utworów oraz takiej gromadki dzieci (a miał ich co najmniej dwadzieścioro).

Blue Note (Foto: KZ)
…and jazz
Od Bacha niedaleko do jazzu. Pisząc ten tekst słucham Suspended Variations II kwartetu Tomka Stańki. Temat sam w sobie jest piękny. Druga wariacja jest za to przesmakowita. Podoba mi się szczególnie jej rytmiczny charakter. Niektóre zagrywki Wasilewskiego (fortepian) sprawiają, że słucham niemalże na klęczkach.


Fajna giarka mała xD